Jak dojechać na Wyspy Qulaan? Relacja z podróży z Marsa Alam
W drodze do raju. Jak wygląda wyprawa na wyspy Qulaan? 🚌🚤
Większość osób kojarzy Egipt z błękitem basenu i drinkami z palemką. Ja jednak szukałam czegoś więcej. Wybierając Marsa Alam, miałam w głowie jeden obraz: biały piasek, namorzyny i turkus, który wydaje się nierealny. To właśnie Wyspy Qulaan, ukryte na terenie Parku Narodowego Wadi El Hamata.
![]() |
| Wrak na brzegu, droga do portu Hamata |
Zanim jednak moje stopy dotknęły tego rajskiego piasku, czekała mnie niezwykła podróż. Chodźcie, zabiorę Was za kulisy tej wyprawy!
Droga przez pustynię (Hamata)
Przygoda zaczęła się wcześnie rano. Wyjeżdżając z hotelu w Marsa Alam, musieliśmy kierować się daleko na południe. Droga do portu Hamata to około dwie godziny jazdy przez surową, majestatyczną pustynię.
Z jednej strony widzieliśmy surowe, skaliste góry, a z drugiej przebłyski intensywnie niebieskiego Morza Czerwonego. Ta pustka ma w sobie coś magicznego – czujesz, że zostawiasz cywilizację daleko za sobą i wjeżdżasz do świata, gdzie rządzi natura.
Port Hamata – brama do innego świata
Port w Hamacie to miejsce specyficzne. To maleńka przystań, z której ruszają łodzie w stronę Parku Narodowego. Gdy tylko weszliśmy na pokład naszego statku, poczułam ten radosny dreszcz emocji. Załoga przywitała nas uśmiechem i mocną, egipską herbatą.
Płynąc przez błękit
Rejs trwał około godziny. To był czas na złapanie pierwszych promieni słońca na górnym pokładzie i obserwowanie, jak woda zmienia odcień. Z głębokiego granatu zaczęła przechodzić w jasny lazur, a potem w niemal przezroczysty turkus. To był znak, że zbliżamy się do archipelagu Qulaan.
W oddali zaczęły majaczyć małe piaszczyste wysepki i... drzewa namorzynowe, które wyrastają prosto z morza. Widok był tak egzotyczny, że przez chwilę zapomniałam, że wciąż jestem w Egipcie.
W kolejnym wpisie zabiorę Was już prosto na brzeg. Przygotujcie się na biały piasek i widoki, które wyglądają jak z Photoshopa (ale obiecuję – są prawdziwe!).









Komentarze
Prześlij komentarz