Egipt na zimę: Czy warto lecieć do Marsa Alam? (Zasady, wiza, rady)
Cześć, wracam! Tęskniliście za słońcem? ☀️
Długo mnie tu nie było. Życie potrafi czasem narzucić własne tempo, a podróże – choć zawsze bliskie mojemu sercu – musiały na chwilę ustąpić miejsca codzienności. Ale wiecie co? Za oknem widzę szarość, czuję mroźny wiatr i pomyślałam sobie: dość tego! Czas odkurzyć walizkę i wrócić do Was z dawką pozytywnej, słonecznej energii.
![]() |
| Plaża w Marsa Alam |
Jeśli tak jak ja, marzycie teraz o zrzuceniu grubych swetrów i zamianie śniegowców na japonki, mam dla Was kierunek idealny na "teraz". Kierunek, który pozwoli Wam naładować baterie bez konieczności lotu na drugi koniec świata. Mowa o Marsa Alam w Egipcie – miejscu, gdzie zima po prostu nie istnieje.
![]() |
| Plaża Marsa Alam |
Zanim jednak zabiorę Was na wirtualny spacer po rafach koralowych (o czym napiszę w kolejnym poście!), przygotowałam dla Was konkretną ściągę. Jeśli planujecie ucieczkę do słońca jeszcze w tym sezonie, oto co musicie wiedzieć przed spakowaniem walizki.
![]() |
| Widok z samolotu na Marsa Alam |
Marsa Alam zimą: Praktyczne "Must-Know"
Zima w Egipcie jest cudowna, ale różni się od upalnego lata. Aby wyjazd był w pełni udany, warto pamiętać o kilku rzeczach:
Pakowanie na "cebulkę": Dni są idealne na plażowanie (ok. 22-25°C), ale wieczory bywają rześkie. Do walizki, obok bikini, koniecznie wrzućcie ciepłą bluzę lub lekki sweter – przyda się na kolację pod gwiazdami.
Wiza na lotnisku: Nie musicie się martwić formalnościami z wyprzedzeniem. Wizę kupicie po przylocie na lotnisku za 25 USD (płatne gotówką).
Buty do wody: To absolutna podstawa w Marsa Alam! Rafy są tu przepiękne i często zaczynają się tuż przy brzegu. Bezpieczeństwo stóp to priorytet.
Pianka do pływania: Woda ma około 22°C. Jeśli jesteście zmarzuchami, a chcecie podglądać żółwie przez godzinę, cienka pianka (tzw. shorty) będzie Waszym najlepszym przyjacielem.
Waluta: Zabierzcie dolary (najlepiej wydane po 2006 roku) lub euro. Warto mieć drobne na napiwki, bo egipska gościnność jest legendarna!
Internet: Hotelowe Wi-Fi lubi płatać figle. Najlepiej już na lotnisku kupić lokalną kartę SIM (np. Vodafone lub Orange) – to koszt kilkunastu dolarów, a spokój i zasięg są bezcenne.
Co dalej?
To dopiero rozgrzewka! W następnym wpisie opowiem Wam dokładnie, dlaczego to właśnie Marsa Alam, a nie Hurghada, skradło moje serce i gdzie dokładnie szukać krów morskich.
A Wy? Planujecie jakąś ucieczkę do ciepłych krajów tej zimy, czy zostajecie w trybie "kocyk i herbata"? Dajcie znać w komentarzach!




Komentarze
Prześlij komentarz